Nasza historia
Dorastałem w Dymie
Kiedy się urodziłem, wypełnili pokój kadzidłem. Kiedy byłem dzieckiem, mama paliła je w każdy piątek. Nie wiedziałem, co to jest. Wiedziałem tylko, że cały świat stawał się łagodniejszy, kiedy się paliło.

Piątkowy Dym
Dorastałem w Salalah, na południowym wybrzeżu Omanu. Każdego piątku mama kładła żywicę na węgiel i pozwalała, by dym wypełnił cały dom. Kiedy przychodzili goście, palił się. Kiedy było coś do świętowania, palił się. Kiedy dzień po prostu tego potrzebował, palił się.
Nie wiedziałem, że to kadzidło. Nie wiedziałem, że jest rzadkie. Wiedziałem tylko, że kiedy dym się unosił, wszystko w naszym domu się zmieniało. Ciszej. Cieplej. Jakby sam pokój cię obejmował.
To uczucie zostało ze mną na długo po tym, jak wyjechałem.
W poszukiwaniu Tego Uczucia
Wyjechałem z Omanu w osiemnastym roku życia. Studiowałem filozofię. Spędzałem czas w aszramach. Gotowałem dla wspólnot. Komponowałem muzykę i występowałem na scenach całego świata. Szukałem czegoś, czego nie potrafiłem nazwać.
W Kostaryce, otoczony dżunglą i ciszą, znalazłem pewien rodzaj spokoju. Medytacja przychodziła łatwo. Las deszczowy niósł w sobie coś szczególnego. Ale za każdym razem, gdy wracałem do codziennego życia, to uczucie znikało.
Czegoś brakowało w samej przestrzeni.
Szukałem dalej. Więcej krajów. Więcej nauczycieli. Więcej scen. A przez cały ten czas odpowiedź czekała w miejscu, które zostawiłem za sobą.

Kostaryka. Cisza przychodziła tam łatwo.
Góry Mnie Pamiętały
Kiedy wróciłem do Omanu, pojechałem w góry Dhofaru, gdzie rosną drzewa kadzidłowe. Rodziny zbieraczy zaprowadziły mnie do drzew Boswellia sacra, które rosną tam od setek lat, przyczepione do skalnych ścian w suchym górskim powietrzu. Te same drzewa, które perfumowały świątynię Salomona. Ta sama żywica, którą nieśli mędrcy.
A większość świata o nich zapomniała. To, co ludzie nazywają dziś „kadzidłem”, to zwykle coś zupełnie innego. Masowo zbierane. Nic świętego w tym nie zostało. Ale tutaj, w tych górach, prawdziwe kadzidło wciąż rosło. Wciąż dawało z siebie.
Przywiozłem trochę do domu. Położyłem na węgiel. I w chwili, gdy dym się uniósł, znów miałem dziesięć lat. Siedziałem w salonie mojej mamy, w piątkowe popołudnie.
Uczucie, którego szukałem przez kontynenty, przez aszramy, dżungle i sale koncertowe... było tu przez cały czas. W dymie, w którym dorastałem.

Początki. Walizka żywicy i historia do opowiedzenia.
Walizka i Uczucie
Spakowałem walizkę pełną żywicy i zabrałem ją na festiwale i targi w całej Europie. Bez biznesplanu. Tylko z przekonaniem, że jeśli inni doświadczą tego, co ja przeżyłem w tamtych górach, coś w nich to rozpozna.
Praca się pogłębiała. Zacząłem sam destylować olejki eteryczne. Potem mieszać. Tworzyć attary i perfumy. Nie na zewnątrz. Do wewnątrz. Dla tego samego uczucia, które dawał mi piątkowy dym mojej mamy. Tyle że noszonego na skórze.
Ktoś podchodził do stoiska. Pochylał się. Dym go obejmował.
Ramiona opadały. Twarz łagodniała. Na chwilę milkli. A potem mówili zawsze coś podobnego:
"Gdzie to było przez całe moje życie?"
"Ludzie nie przychodzili po kadzidło. Wracali do uczucia, którego nie potrafili nazwać. Ich ciało pamiętało, nawet jeśli oni sami zapomnieli."
Tym właśnie stało się Sacrasoul.
Dlaczego Sacrasoul
Drzewo kadzidłowe, które rośnie w Omanie, nazywa się Boswellia sacra. Święte kadzidło. Rośnie tylko na ziemi, na której się urodziłem. Na ziemi, gdzie mama paliła je w każdy piątek.
Sacra Od świętego drzewa. Soul Od tego, czego dotyka w tobie. Przestrzeni wokół ciebie i przestrzeni wewnątrz.

Człowiek za dymem
Teraz pozyskuję tę samą świętą żywicę, która wypełniała dom mojej mamy w każdy piątek. Destyluję olejki. Mieszam perfumy. Przy każdych zbiorach wracam w tamte góry. Przy każdej partii trzymam żywicę pod światło i pytam, czy jest gotowa.
To nie jest firma, którą zbudowałem. To rozmowa, którą wciąż prowadzę z czymś o wiele starszym ode mnie.
Sho
Założyciel i Perfumiarz
Co naprawdę Trzymasz
Święte żywice. Olejki eteryczne, które sam destyluję lub pozyskuję od rzemieślników, którym ufam całkowicie. Attary i perfumy mieszane ręcznie, wypuszczane dopiero wtedy, gdy czuję, że są gotowe. Wszystko tutaj powstaje z jedną intencją: przywrócić cię do siebie.
Zbierane z szacunkiem
Współpracuję z tymi samymi rodzinami, które zbierają tę żywicę od pokoleń. Uczciwie wynagradzane. Wiedza szanowana. Ich ręce są we wszystkim, co otrzymujesz.
Oddajemy ziemi
Każde zamówienie sadzi drzewo kadzidłowca w Dhofarze. Te drzewa znikają. Pomagamy im wrócić.
Czysty. Pełny. Żywy.
Nic podgrzewanego. Nic przetwarzanego. Nic rozcieńczanego. To, co dało drzewo, jest dokładnie tym, co do ciebie dociera.
Jeśli to czytasz, ty też to czujesz.
Zabierz do domu Coś Świętego
Żywice, olejki i perfumy. Każdy stworzony, by robić to samo, co kadzidło mojej mamy w każdy piątek: zmienić zwykły pokój w miejsce, które cię obejmuje.
Odkryj kolekcję